Jeśli po pierwszej części masz już na radarze eMAG, Altex, Trendyol, Fashion Days, Temu i Decathlon, to czas pójść krok dalej. Bo sprzedaż online w Rumunii nie kończy się na największych platformach. Są też kanały, które dobrze wspierają widoczność, domykają sprzedaż albo otwierają dostęp do innego typu klienta.
W pierwszej części pisałam o marketplace’ach, które najczęściej pojawiają się jako pierwsze przy planowaniu wejścia do Rumunii: eMAG, Altex, Trendyol, Fashion Days, Temu i Decathlon.
I bardzo dobrze, bo od tych kanałów naprawdę warto zacząć.
Ale kiedy masz już za sobą pierwszy etap myślenia o rynku, zaczyna się druga, dużo ciekawsza część układanki. Bo sprzedaż w Rumunii nie robi się wyłącznie na największych nazwach. Czasem bardzo sensowny wynik daje dopiero dobrze dobrana kombinacja kanałów: jedne budują skalę, inne pomagają domknąć sprzedaż, a jeszcze inne lepiej pasują do konkretnej kategorii niż platforma ogólna.
Dziś biorę na warsztat:
Każdy z tych kanałów działa inaczej. I właśnie dlatego warto wiedzieć, do czego służy najlepiej.

Compari nie budzi może takich emocji jak duże marketplace’y, ale to wcale nie znaczy, że należy je traktować po macoszemu.
Wręcz przeciwnie.
To kanał bardzo mocno zakorzeniony w rumuńskiej kulturze zakupowej jako porównywarka cenowa. Użytkownicy znają tę markę, rozumieją jej rolę i wracają do niej wtedy, gdy chcą sprawdzić ofertę przed zakupem. Co ciekawe, to właśnie w Rumunii Heureka Group po raz pierwszy zdecydowała się dodać przycisk „kup teraz”, co dobrze pokazuje, jak dojrzały stał się ten rynek w oczach operatora.
A skala też jest konkretna - Compari notuje ponad 3,5 mln wizyt tylko w marcu 2026 roku według Similarweb.
To już nie jest tylko miejsce do „rzucenia okiem na ceny”. To bardzo realny punkt styku z klientem, który jest blisko decyzji zakupowej.
Dla jakich kategorii?
Compari szczególnie dobrze działa tam, gdzie klient chce porównać:
Jak na to patrzeć?
Compari nie zastępuje klasycznego marketplace’u, ale świetnie wspiera etap rozważania zakupu. Jeśli masz konkurencyjną cenę, dobry feed i produkt, który klient porównuje „na chłodno”, ten kanał może bardzo sensownie pracować na końcówce lejka.
To miejsce dla sprzedawców, którzy rozumieją, że nie każdy kanał musi opierać się na inspiracji. Czasem wystarczy pomóc klientowi kupić rozsądnie.
Pepita warto rozpatrywać tam, gdzie produkt ma charakter użytkowy, jest zrozumiały bez wielkiej edukacji i dobrze odnajduje się w szerokim, codziennym koszyku zakupowym.
To kanał, który może sensownie uzupełnić miks sprzedażowy, szczególnie jeśli masz już gotowe treści po rumuńsku i chcesz wykorzystać je szerzej niż tylko na jednej platformie.
Dla jakich kategorii?
Najczęściej sens mają tu:
Co jest ważne?
Pepita dobrze sprawdza się u marek, które:
To jeden z tych kanałów, gdzie dobrze widać przewagę pracy już wykonanej pod eMAG. Jeśli masz gotowe tytuły, opisy, parametry i zdjęcia po rumuńsku, dużo łatwiej wykorzystać ten sam zasób także tutaj.
Skroutz nie jest platformą, od której buduje się klasyczne wejście na rynek rumuński. Ale jeśli patrzysz szerzej na region, warto mieć ją w głowie wcześniej, a nie dopiero wtedy, gdy pojawi się potrzeba wyjścia poza jeden kraj, to dobre otwarcie na resztę Bałkan i atak na Grecję.
To kanał ważny bardziej w logice regionalnej niż stricte rumuńskiej. I właśnie dlatego dobrze pasuje do firm, które nie chcą budować ekspansji jako serii osobnych, przypadkowych projektów, tylko myślą o niej bardziej systemowo.
Dla jakich kategorii?
Największy sens mają zwykle:
Jak go traktować?
Nie jako pierwszy wybór dla większości polskich sprzedawców w Rumunii, ale raczej jako kanał, który może wejść do gry wtedy, gdy firma zaczyna patrzeć szerzej na region Bałkanów i Europy Południowo-Wschodniej.
To bardziej element architektury ekspansji niż szybki strzał sprzedażowy.
OLX nie pasuje do eleganckiego obrazu „marketplace expansion”. Nie brzmi premium, nie brzmi korporacyjnie i nie wygląda najlepiej na slajdzie.
Ale to nie slajdy kupują produkty.
OLX może być użyteczny tam, gdzie liczy się:
Kiedy ma sens?
Najczęściej:
Jak na niego patrzeć?
Nie jako zamiennik dla eMAG-u czy Altexu, tylko jako narzędzie do innego typu pracy. Dla części marek OLX nie będzie potrzebny wcale. Dla innych może stać się dobrym kanałem uzupełniającym, szczególnie tam, gdzie liczy się szybkie dotarcie do klienta lub sprawdzenie reakcji rynku.
Największym błędem jest oceniać go wyłącznie przez pryzmat tego, że nie wygląda jak klasyczny marketplace.
Vivre to temat, którego nie warto sprowadzać do prostych etykietek. Ani „kiedyś było duże”, ani „teraz nie wiadomo” niewiele tu pomagają.
Jeśli działasz w home & deco, dużo lepiej patrzeć na tę platformę przez pryzmat aktualnego fitu kategorii i sposobu prezentacji oferty. Ale żeby dobrze ją ocenić, warto też znać jej genezę.
Vivre zaczynało około 14 lat temu jako klub zakupowy skoncentrowany na kategoriach home, deco i lifestyle. To właśnie z tego DNA ta marka wyrasta - nie z elektroniki, nie z marketplace’u ogólnego, tylko z estetycznego, wnętrzarskiego świata zakupów. Z czasem firma wyszła poza Rumunię i uruchomiła łącznie 9 platform, rozciągając swoją obecność geograficznie od Polski na północy po Grecję na południu.
Później do modelu doszła opcja marketplace, a z biegiem czasu - także w wyniku zawirowań managementowych i kilku nietrafionych decyzji - Vivre przekształciło się już właściwie całkowicie w platformę marketplace’ową.
I to jest ważne: model się zmienił, ale świadomość klientów nie zmieniła się aż tak mocno. Użytkownicy nadal kojarzą Vivre przede wszystkim z jego głównymi kategoriami, czyli home, deco i lifestyle. I właśnie dlatego ta platforma nadal może mieć sens dla marek, które dobrze wpisują się w taki kontekst.
Dla jakich kategorii?
Najbardziej naturalnie:
Kiedy ma sens?
Wtedy, gdy:
W przypadku Vivre duże znaczenie ma selekcja. Tu nie chodzi o wrzucenie całego katalogu, tylko o dobór oferty, która naprawdę pasuje do świata wnętrzarskiego. Dobrze dobrany produkt może wyglądać tu znacznie lepiej niż na szerokim marketplace, gdzie obok lampy klient widzi karmnik, uchwyt samochodowy i blender.
Jeśli sprzedajesz home, to Vivre warto oceniać nie przez samą historię spółki, tylko przez:
Compari, Pepita, Skroutz, OLX i Vivre nie są do siebie podobne. I właśnie to jest ich największa zaleta z punktu widzenia strategii.
Pokazują, że rynek rumuński nie kończy się na najbardziej oczywistych nazwach. A kiedy kończy się etap „wejdźmy po prostu na eMAG”, zaczynają się dużo lepsze pytania:
I dopiero wtedy zaczyna się prawdziwa praca marketplace’owa.
Nie chodzi o to, żeby wejść wszędzie
To też warto powiedzieć wprost: większa liczba kanałów nie oznacza automatycznie lepszej strategii.
Celem nie jest obecność wszędzie, tylko obecność tam, gdzie:
Nie każdy będzie potrzebował Compari.
Nie każdy powinien inwestować czas w OLX.
Nie każdy odnajdzie się na Vivre.
Ale bardzo dobrze wiedzieć, że takie opcje istnieją i że dla części kategorii mogą zrobić dokładnie to, czego nie zrobi kanał ogólny.
I jeszcze jedna ważna rzecz: to wciąż nie wyczerpuje całej sceny marketplace’owej w Rumunii.
Na rynku istnieją także kolejne platformy, takie jak Infinity oraz OnBuy. Na ten moment to jednak nadal za mało, żeby poświęcać im pełne, osobne sekcje w artykule. Warto mieć je na radarze, ale dziś nie są to kanały, od których zaczynałabym strategiczną rozmowę z większością polskich sprzedawców.
Jeśli po pierwszej części masz już na radarze eMAG, Altex, Trendyol, Fashion Days, Temu i Decathlon, to świetnie. To nadal są najważniejsze punkty wyjścia.
Ale kiedy chcesz wejść do Rumunii dojrzalej i szerzej, warto spojrzeć też na kanały, które pełnią inne role:
Bo jak zwykle w e-commerce, nie wygrywa ten, kto jest wszędzie.
Wygrywa ten, kto jest tam, gdzie jego produkt naprawdę ma sens.
By Edyta Astalus
